rodzice

Imię dla dziecka

26. listopada mamy wizytę u ginekologa, na której liczymy, że poznamy w końcu płeć maluszka i będziemy mogli zająć się dobieraniem imion. Niestety te imiona, które nam się podobają, nie przypadły do tej pory do gustu rodzicom Filipa, mimo iż z nazwiskiem bardzo ładnie się komponują. Gdy uzyskamy wiedzę na temat płci, będziemy mogli konkretniej skupić się na wyszukiwaniu imion. Nie jest to łatwe, gdyż mamy świadomość tego, że imię zostanie z dzieckiem do końca życia (chyba, że zdecyduje się na zmianę).

Chcieliśmy wybrać imię staropolskie, ale niezbyt popularne. Mamy wrażenie, że osoba o znanym imieniu wtopi się w tłum, a chcielibyśmy, by było wyjątkowe. Chcielibyśmy uniknąć sytuacji, w której w jednej klasie znajdą się np. 3 Agnieszki, 5 Janków, 4 Jole, 2 Tomków. Nie chcemy jednocześnie by było śmieszne, bo jak wiadomo rówieśnicy bywają okrutni. Bycie wyśmiewanym i wytykanym palcami przez całe dzieciństwo to marny prezent od rodziców.

Kiedyś popularne było nadawanie imion po rodzicach, dziadkach i pradziadkach, ale nie wiem czy z tego skorzystamy. Jak na razie spisaliśmy imiona, które najbardziej nam się podobają. Do tej listy co jakiś czas dopisujemy nowe. Nie chcemy zapomnieć później o jakimś. Co jakiś czas przeglądamy listę, dokonując weryfikacji. Chcemy aby imię podobało się nam obojgu, a nie tylko jednej ze stron.

Pozdrawiam,
Agnieszka

Historia prawdziwa Agnieszki i Filipa

Na początku na pewno był chaos ;). W naszym życiu wiele się działo: uczelnia, poszukiwania pracy, wyjazdy, małe i wielkie szaleństwa, trochę łez, wiele radości. Rok 2011 zmienił nasze życia i połączył ścieżki, którymi kroczyliśmy. W styczniu zostałam zaproszona przez Filipa do Centrum Krwiodawstwa. Miałam mu towarzyszyć podczas oddawania krwi. To nie był pierwszy raz, gdy się zobaczyliśmy. Mieliśmy siebie w znajomych na Facebooku, jednakże znaliśmy się praktycznie z widzenia (jedna uczelnia – te same korytarze przez 2 lata). Można powiedzieć, że rozmowa na Facebooku była początkiem czegoś niesamowitego. Przyjęłam zaproszenie Filipa. Nikt wcześniej nie zaprosił mnie na randkę w takie miejsce. Po „zabiegu” poszliśmy się posilić, następna była gra w bilard, później poszliśmy do pubu i trafiliśmy do domu. Podróż do domu była długa. Mieliśmy czas na rozmowę (biedny Filip zmarzł, ale twardo się trzymał). Jak prawdziwy dżentelmen, Filip odprowadził mnie do mieszkania, gdzie zasypiałam już na krześle. Zamiast poprosić mnie o kubek ciepłej herbaty, grzecznie się pożegnał i wybył (jak się okazało na stację paliw, gdzie napił się upragnionej herbaty). Biedak miał przed sobą jeszcze kilka godzin, by dotrzeć do domu. Marzł na stacji czekając na pociąg do domu… Tak zaczęła się nasza historia, która ma ciąg dalszy.

2011

Pewnego pięknego dnia, po jakichś 6-ciu miesiącach, zamieszkaliśmy ze sobą, a po roku czasu zawitał w nasze progi wspaniały czworonóg – kot, którego nazwaliśmy Cosmo, pieszczotliwie Kosmaty. Urodził się dnia pewnego, pięknego i do tego wiosennego, w malowniczym, wiejskim zakątku Polski. Świeże powietrze przeszyło jego wątłe dotychczas ciało. Od razu wiedział, że wiele osiągnie. Był wyczekiwanym dzieckiem. O wpadce nie było tutaj mowy. Rodzicielka od razu zauważyła w nim potencjał. Miała kilka miesięcy, by wychować go na twardziela, inteligenta i łowcę. Po owym treningu trafił pod nasz dach. Pomógł nam odnaleźć spokój i skupić się na dążeniu do celu. Wprowadził wiele radości w nasze życie.

wspólne_mieszkanie

My

Cosmo

Po trzech latach bycia ze sobą zaręczyliśmy się w Wiedniu. Teraz spodziewamy się dziecka. Jesteśmy szczęśliwi.

My w Wiedniu

Wiedeń